czwartek, 5 grudnia 2013

Dear Santa, czyli prezenty, które już (!) dostałam, a które kiedyś (?) dostanę :)

Tytuł właściwie mówi wszystko :)


Prezenty, których jestem już szczęśliwym posiadaczem, to m.in. prezenty książkowe - nudziłam, prosiłam (św. Mikołaja oczywiście!), wzdychałam, i... MAM! Jedna z nich to nowość, którą upatrzyłam sobie dawno, dawno temu (czyli przed kilkoma miesiącami :), gdy usłyszałam, że wersja angielska już jest. A że odkąd przeczytałam "Kod Leonarda daVinci", Dan Brown jest jednym z ulubionych moich pisarzy, to i jego najnowszego dzieła - "Inferno" - nie mogło zabraknąć w mojej biblioteczce.





Czytam, czytam, i czytam - i boję się jak nie wiem. Ale to w książkowych thrillerach jest najlepsze - wciąga, ale czytasz dalej, chcesz wiedzieć co stanie się z Langdonem za chwilę... Ekscytacja pomieszana z grozą :) 



Kolejne dwie książki to proza Zygmunta Miłoszewskiego. Kilka artykułów w mediach, że Miłoszewski to drugi Dan Brown, a "Bezcenny" przypomina "Kod.." i ruda się wkręciła, zaraz po lipcowej wypłacie "Bezcennego" kupiła i przeczytała w trzy dni (trzy dlatego, bo przecież pracowałam). I od tego czasu książka ta bezsprzecznie należy do grona moich ulubionych. Thriller, ze znakomitą fabułą, świetnymi dialogami (dla mnie najlepsze były te, w których główna bohaterka pertraktuje z premierem:), wszystko (prawie) dzieje się na polskim gruncie - dlatego z łatwością można sobie wyobrazić chociażby kolejkę linową w Zakopanem potraktowaną zamachem terrorystycznym... Po historii z "Bezcennym" pan Miłoszewski, a raczej jego książki, stały się obiektem moich westchnień i zainteresowań, dlatego też mój wspaniały chłopak podarował mi aż dwie - debiut prozatorski - czyli "Domofon", oraz sfilmowane niedawno "Uwikłanie". I muszę powiedzieć, że jeśli o polskie kryminały i thrillery chodzi - to Miłoszewski jest najlepszy. Polecam, poważnie - gorąco polecam!






Tylko cholera - mam przedwczesną sesję na studiach, i jakoś muszę dzielić czas pomiędzy naukę a czytanie thrillerów :) Póki co - na razie się udaje.

Ale co to za dziewczyna, co czyta, leży i... nie pachnie :) Komplet być musi:) Ktoś o tym pomyślał, powiązał to z moją ukochaną Beyonce i proszę:


Teraz mogę leżeć i pachnieć :)


Co do prezentów wymarzonych... Cóż, nie od dziś moi bliscy i znajomi wiedzą, że Nowa Zelandia to mój numer jeden, jeśli chodzi o podróże. Zajawiłam się nią po "Władcy Pierścieni", i tak mi już zostało. Dlaczego? Głównie chyba przez krajobrazy...










No powiedzcie szczerze - kto z Was nie chciałby tam pojechać?