Pokazywanie postów oznaczonych etykietą INSPIRACJE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą INSPIRACJE. Pokaż wszystkie posty
środa, 25 czerwca 2014
Jak się nie nudzić w sesji
Założę się, że ostatnimi czasy czytelnictwo wzrosło, zwłaszcza wśród studentów. Nie będę robić rankingów i badań dot. średniej ilości przeczytanych książek, bo też pewnie i nie książki były czytane.
Sesja - i wszystko jasne. Zdecydowana większość zasiadła zapewne do notatek, w tym także i ja, a jakże.
niedziela, 8 czerwca 2014
Opole 2014
Znów zapomniałam tam pojechać!
Tak, zawsze moim marzeniem było znaleźć się na opolskim festiwalu (sopockiemu nie umniejszając). Odkąd pamiętam początek czerwca lub jego połowa wiązała się z oczekiwaniem na wolny telewizor - "zajmowałam" go sobie już w południe, a że oglądałam go razem z mamą - to miałam w niej sojusznika (:
piątek, 23 maja 2014
Wybory małe i duże
Rano przed pracą. Stając przed ladą w kiosku z bułkami dokonujesz wyboru. Grahamka, ciabatta, kajzerka, włoska, ale tak naprawdę masz ochotę na żytni chleb. W portfelu masz złoty trzydzieści, bo nie chce Ci się iść do bankomatu po więcej. Wybierasz: połówka chleba, na którego widok aż cieknie Ci ślinka lub dwie bułki, które w pracy lepiej i wygodniej jest zjeść.
niedziela, 20 kwietnia 2014
Przy świątecznym stole
O jeny.
Trwa we mnie walka.
Z jednej strony coś we mnie krzyczy: jedz chudzino, co Ty, Święta!, z drugiej: tyyyy.... tyle ćwiczeń psu na budę?!
wtorek, 1 kwietnia 2014
Inspiracje 2#
Pogoda z dnia na dzień zaskakuje mnie coraz bardziej. Po chwili majestatycznej euforii z nadejścia cudownej wiosny, nadszedł czas codziennych wulgaryzmów i nerwowych spojrzeń za okno - bo tak ni z gruchy - deszcz... Potem jeden, góra DWA dni słońca i znowu (dziwna prawidłowość, bo w weekend) pogoda się psuje. Wraca zimowa kurtka, a i nawet szalik znajdzie jakieś swoje miejsce (a najlepszym z wszystkich jest oczywiście nasza szyja). A co potem? Znów słońce, choć temperatura pozostawia wiele do życzenia, i tak w kółko. Święty by nie wytrzymał, co dopiero ja, której do świętości no, nie najbliżej.
piątek, 14 marca 2014
Kraków, słońce, WIOSNA!
Od kilku dni w Krakowie tak pięknie świeci słońce, że w końcu można chyba śmiało powiedzieć, że nadeszła WIOSNA!
Swoista
to ironia losu, gdyż i zimy w tym roku, i mrozów siarczystych właściwie
nie było. Oby taka piękna pogoda trwała i trwała :)
Dziś
wróciłam z pracy i... zaczęłam się niemiłosiernie nudzić (!).
Zapragnęłam spaceru po Błoniach. Co najgorsze, nie było jednak nikogo, z
kim mogłabym wyjść na długi spacer - zapracowany chłopak, zapracowana
siostra, kuzyn, jego dziewczyna... . Musiałam więc uprzyjemnić sobie
czas swoją osobą i pieszą wędrówkę nieco urozmaicić. Zaczęłam więc sobie
podśpiewywać jeden ze współczesnych przebojów odpowiednio modulując
głos, jednak nie spotkało się to z entuzjazmem innych osób: biegaczy czy
rowerzystów, a nawet psów (które choć nie zaczęły ujadać, to patrzały
złowrogo...).
Apropos
samych Błoni mam dla Was kilka zdjęć. Przyznaję się otwarcie, że
wybitnym fotografem nie jestem, moja wiedza w tym obszarze zamyka się na
trzymaniu aparatu w ręku i 'strzelaniu' nim na oślep, co można nazwać
sposobem "a nuż jakaś wyjdzie". I wierzcie lub nie, ale strategia ta się
sprawdza.
Dzisiaj....
![]() |
| Śniadanko: chlebek gryczany, biały serek i warzywka. Oraz kwaśna pomarańcza - idealna pobudka :) |
![]() |
| Woda, do której wrzucam cytrusy, nie wiem, czy to w porządku wrzucać kilka naraz, ale taka mieszanka dobrze smakuje :) |
![]() |
| Droga na Błonia i samotna ławka... |
![]() |
| ...oraz samotny billboard :) |
![]() |
| Tory tramwajowe na Cichym Kąciku. (ehh, ta kreatywność fotografa...) |
![]() |
| Tutaj zawsze zaczynam spacer i bieg ;) |
![]() |
| A za tymi drzewami czytam:) tzn. dopiero będę :) |
![]() |
| dokładnie na tym murku:) i nie, to nie jest Wisła - dzięki koleżance z licencjatu wiem, że to ta rzeka to Rudawa ;) |
![]() |
| Kreatywność mnie poniosła: słońce odbijające się w nie-Wiśle:) |
![]() |
| Oraz słońce w ogóle. |
![]() |
| Ujęcie z murku w lewo... |
![]() |
| ...i nieco w prawo (tam hen hen takie niebieskie-wystające to fragment stadionu Wisły Kraków)... |
![]() |
| ...i na wprost :) |
![]() | ||||
| Czytałam:) Niedługo na blogu recenzja. Póki co zdradzę, że książka ciekawie się zaczęła... |
Piękna pogoda, słońce, ciepełko, weekend - nie ma co siedzieć w domu. Kraków czeka:)
Miłego weekendu!
niedziela, 9 marca 2014
Smacznie i szybko. Leniwa niedziela.
Kurczak z serem camembert "chodził" za mną już od dawna. Jednak w parze z nim chodziło też lenistwo, które było na tyle dominującym elementem w tym tandemie, że mój zamierzany od dawna smaczny obiad, sam musiał obejść się smakiem (?!). Stan ten trwał i trwał, jednak dziś, wiedziona głodem i wyrzutami sumienia w końcu postanowiłam zrobić sobie ciepły, niedzielny posiłek. W tajemnicy powiem Wam, że głównym powodem, który to sprowokował, był fakt, że nie musiałam się dzielić obiadem z moją siostrą, z którą wiodę studenckie życie - pojechała bidulka do domu, najeść się... . Tak więc jedna głowa mniej, czasu więcej, jedzenia więcej :)
Kurczak z camembert
1 filet z kurczaka (malutki, bo dla jednej osoby)
kilka plasterków sera camembert
warzywa (ja wzięłam to, co znalazło się w mojej lodówce: połowa ogórka, 2 plasterki pomidora, kilka plasterków czerwonej cebuli oraz cudem ocalały plasterek papryki)
przyprawy (curry, bazylia, pieprz)
Kurczaka fantazyjnie pokroiłam, co jest bardzo ważne: ponieważ, gdy lenistwo bierze górę, należy sobie żmudną czynność uprzyjemnić. Powstałe kształty obtoczyłam w mieszance curry, bazylii i pieprzu. Wrzuciłam na patelnię zdecydowanym ruchem (choć nie wiem, czy słowo "wrzuciłam" nie jest tu tylko eufemizmem...).
Następnie pokroiłam warzywa, których droga z tacki na talerz trwała nie dłużej niż kilka sekund. Gdy kurczak się usmażył, umiejscowiłam w strategicznych miejscach camembert (najprościej tłumacząc: położyłam go NA usmażonym mięsie...), odczekałam kilka sekund, po czym zaczęłam energicznie mieszać zawartość patelni. Czyniłam to z wrodzonym sobie wdziękiem, tak by każdy kawałeczek kurczaka pokrył się pięknie pachnącym, stopionym serem.... Całość przeniosłam na talerz, właściwie nie dbając o to, czy warzywa widać, czy nie. Zjadłam ze smakiem :)
sobota, 8 marca 2014
Today
Dziewczyny, dzisiaj nasze święto!
Uśmiechu i radości każdego dnia, by okraszał on potęgę Waszej wytrwałości i poświęcenia. Pięknej, długiej miłości. Duchowego piękna, oprawionego w ramy szlachetnej fizyczności, i czasu: przede wszystkim tego przeznaczonego tylko dla Was samych!
Wszystkiego dobrego! :)
PIOSENKA NA DZIŚ ;)
wtorek, 4 marca 2014
Recenzje
Dziś kilka recenzji, nie bójcie się: tekstów w miarę krótkich;)
Ostatnie miesiące upłynęły mi właśnie pod znakiem intensywnego czytania, które było odskocznią od równie intensywnego szukania pracy (udało się x2: przeczytałam, co chciałam i znów pracuję, jeeee:)). Trzy książki Miłoszewskiego, jedna Dana Browna (najnowsze "Inferno") oraz najnowsza płyta mojej ulubionej performerki - Beyonce. Recenzje, tak jak i przedstawiany dziś repertuar, różne.
Na pierwszy ogień: "Bezcenny".
Moja przygoda z Miłoszewskim zaczęła się w ubiegłe wakacje, kiedy to usłyszałam o tym bestsellerze i zapragnęłam go przeczytać. I potwierdzam: to naprawdę jest bestseller. Co więcej, "Bezcenny" to jedna z najlepszych książek, jakie miałam okazję (choć 'zaszczyt' byłby tutaj właściwszym słowem) pochłonąć (bo dobre książki się pochłania, nie czyta). Jeśli skądś jest Wam znany motyw obrazu, wokół którego kręci się cała fabularna oś, to nie mylicie się - Miłoszewski to polski Dan Brown. Fabuła w całości przedstawiona na gruncie polskim, z naszą historią w tle, choć epizody rozgrywają się także w Ameryce oraz Skandynawii, co tylko dodaje książce rozmachu. Niesamowity thriller. Czuć to aż do ostatniej kartki, na której Miłoszewski zmienia bieg światowej historii. Czyta się ze zdziwieniem, z każdą kartką chce się więcej, a finał - może nie zapiera tchu, ale robi wrażenie. Tak dobrze skomponowanej książki, i to polskiego autora, nie czytałam dawno. Cóż dopiero o wchłanianiu :)
Miłoszewski, "Domofon"
Debiut, mojego od całkiem niedawna ulubionego, polskiego pisarza. Przeczytałam dopiero po głośnym "Bezcennym", i może to sprawiło, że nie byłam tą książką tak zachwycona, jakbym tego chciała. Jednak skłamałabym mówiąc, że to chłam czy grafomania. Szczerze? Podczas lektury tego thrillera strach oblatywał mnie zdecydowanie częściej, niż przy "Bezcennym". Warszawski, w większości opuszczony blok, ze straszną historią i drzwiami, przez które nie można przejść. Do tego: niewidzialny dla wszystkich, oprócz jego mieszkańców. Ciemna piwnica, w której jeden z bohaterów w kulminacyjnym momencie... A zresztą, co Wam będę pisać: przeczytajcie, zobaczycie.
Ale daję maks. 6/10.
Miłoszewski, "Uwikłanie"
Kolejna ciekawa propozycja mistrza M. I nawet całkiem niedawno sfilmowana, choć w tym wypadku nie jest to niestety argument, który sprzyjałby książce (niestety). Ale jest za to znudzony życiem i żoną prokurator Szacki, który próbuje rozwikłać kolejną kryminalną zagadkę, której (aż dziw bierze) sięga kilkanaście lat wstecz. Rzecz dzieje się przeważnie w jednym z warszawskich oddziałów prokuratury, gdzie toczą się rozmowy, przesłuchania, rozmowy, przesłuchania. Czasem główny bohater wyskoczy gdzieś na kawę, nawiąże romans, ktoś pogrozi mu bronią, bo jest za blisko spraw związanych z SB, których ujawnić nie może... I tak naprawdę, nie wiadomo jak i skąd, nagle nasz prokurator rozwiązuje zagadkę, i wtrąca do więzienia sprawców. Po czym dalej znudzony życiem dusi się trójkącie on-ona-i ta trzecia. Czy to właśnie tytułowe uwikłanie? Szczerze mówiąc: nie wiem. Za to pozostał duży niedosyt.
Dan Brown, "Inferno"
Brown i jego klasyka gatunku. Kolejny świetny, ale już nie znakomity, kryminał. Pomysł jest, i to niebagatelny, fabuła nieźle skomponowana, inteligentny Robert Langdon oraz jego bardzo bystra współpracowniczka, której rola zaskakuje tak bardzo, że trzeba wrócić do kilkunastu stron wcześniej, by nasze emocje związane z jej wyjawieniem, mogły opaść. Jednak i tutaj mam pewien niedosyt. Może dlatego, że "Kod..." był tak doskonały, że nie da się go przebić? Taki pryzmat drażni, ale już trudno: subiektywizm jak jasna cholera.
Beyonce, "Beyonce" :)
Beyonce wielką wokalistką jest, i to potwierdzi każdy, wbrew tego, jak to powiedzenie odnosi się do pewnego polskiego wieszcza. To, co ta kobieta robi, śpiewa, jak tańczy, i jak śpiewa, jak ciężko pracuje, jak genialne są jej koncerty i bogate doświadczenie - jest imponujące. Jednak diva powinna być divą. Po co utożsamiać się z tuzinem identycznych, skoro mierzy się mnie inną miarą i więcej wymaga? By pokazać, że jestem dobra we wszystkim? Nie przekonuje mnie to. Rywalki powinno się deklasować, a nie stawać z nimi w równym rzędzie. Bo co, jak co - ale takiej klasy piosenkarka tego robić nie może. Fakt faktem - zaskakuje to, kiedy ona nagrała tę płytę (2013 - rok trasy koncertowej), a tym bardziej - kiedy teledyski?! Napracowała się dziewczyna, ale mnie jest mało. Czegoś tu po prostu brakuje. Jakiegoś wielkiego WOW!, które było na jej poprzednich płytach, i które sprawiało, że Beyonce kochało się jeszcze bardziej, i że chciało się więcej. Jakiejś piosenki, która tak wpada w ucho i jest takim smaczkiem, że się chce jej słuchać i do niej wracać. (Nie twierdzę, że tutaj takowych nie ma, są jakieś, które lubię - ale właśnie takie powinny być wszystkie). Ta płyta nie ma tego, co miały inne, których słuchałam z zapartym tchem. Za mało rnb (!) - a to przecież rodowód Beyonce. Nie twierdzę, że pokazała już wszystko. Bo ja cały czas wierzę, że jej czas dopiero nadejdzie. I że będzie płyta, o jakiej nawet jej samej się nie śniło.
Na dzisiaj tyle - mm nadzieję, że niczego nie obrzydziłam i nie zrobiłam przykrości (bo przecież zdania na jeden temat są różne).
Może napiszecie coś w komentarzach ;)
sobota, 1 marca 2014
Inspiracje
Dziś post inspirujący (zarówno mnie, jak i może Was). Przez ostatni miesiąc zapisywałam sobie na dysku różne grafiki, jak i ciekawe linki -> wszystko to, co mnie w jakiś sposób w tym czasie urzekło.
Sami zobaczcie:)
piątek, 28 lutego 2014
Tydzień w obiektywie
Ufff, udało się: mogę Wam pokazać kolejny post ;)
Wszyscy, którzy myślą, że prowadzenie bloga to bułka z masłem - mylą się. Jest to naprawdę absorbujące zajęcie, zwłaszcza jeśli dotyczy to autorskich zdjęć: muszą być dobrej jakości, pomysłowe, o w miarę dobrej rozdzielczości... Potem trzeba je odpowiednio skleić, "uformować" - dlatego tak długo czasem mnie tu nie ma (pomijając oczywiście jeszcze pracę i studia - no czasem po prostu się nie da).
Ale dziś jest, i chwała za to. Zapraszam do oglądnięcia poniższych zdjęć, skomentowania, doradzenia.
K.
Który najładniejszy???
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)















































